background image
39
„Na Spiszu” nr 4 (61) 2006 r.
Jestem etnografem, z konieczności więc interesuję
się także mamunami i innymi strachami, które wodzą lu-
dzi po nocach i prostą drogą z karczmy do domu potrafią
zamienić w wędrówkę po błotach i bezdrożach. Jednak
te mamuny mają na ogół szacunek dla stopni naukowych
i na bezdroża naukowe na ogół raczej się nie porywa-
ją- zostawiają je dla wyżej stojących w diabelskiej hie-
rarchii. Chyba, że kogoś sobie upodobają, to rodzinne
błoto gotowe są porzucić i na drugi koniec Polski iść za
ukochanym.
A niewątpliwie tym ukochanym jest Michał Jagieł-
ło- były wiceminister, obecny szef Biblioteki Narodo-
wej. Bo tylko mamunom może zawdzięczać, że gada
i pisze głupstwa zarówno na Spiszu, jak i na Wileńsz-
czyźnie. O jego odkryciach ,,mieszanki kulturowej”
i ,,językowej wieży Babel” na Spiszu pisał już Jan Budz
w 2(59) numerze ,,Na Spiszu”. Niestety, działalność Mi-
chała Jagiełły nie ogranicza się tylko do problemów spi-
skich. Wiele lat temu spotkaliśmy się na Wileńszczyźnie,
wkrótce po odrodzeniu się państwa litewskiego, obaj in-
teresowaliśmy się losami Polaków pozostałych na tych
terenach. Nie były to losy łatwe, Litwini żądali składania
przysięgi na wierność Republice Litewskiej, co tamtej-
si Polacy uważali za zmuszanie ich do krzywoprzysię-
stwa- oni przecież składali przysięgę na wierność Polsce
i w dalszym ciągu uważali się za obywateli polskich,
a Republikę Litewską, tak jak i Związek Sowiecki, za
okupantów. Najważniejszą jednak sprawą były proble-
my z polską oświatą. Praktycznie wziąwszy inteligencji
polskiej po wysiedleniach na Wileńszczyźnie niewiele
zostało, wg spisu ludności pod względem wykształcenia
wśród mieszkańców Litwy Polacy byli na przedostatnim
miejscu –gorzej mieli tylko Cyganie.
Pan Jagiełło bawił w Wilnie oficjalnie, reprezentując
władze RP, kontaktował się z polskimi organizacjami
i był obwożony przez przedstawicieli tych organizacji po
terenie zamieszkałym przez Polaków. Ja byłem prywat-
nie, ale również miałem kontakty z polskimi organiza-
cjami, których działacze zaprosili mnie na objazd wraz
z panem wiceministrem- z tym, że jechaliśmy dwoma
samochodami, w pierwszym pan Jagiełło z oficjalnymi
gospodarzami, w drugim ja, z osobami, z którymi na bie-
żąco omawialiśmy poruszone na przyjęciach tematy. Bo
Wilnianie są gościnni, wszędzie czekało nas przyjęcie,
naturalnie z alkoholem. Cóż, jak się chce być gościem
na Wileńszczyźnie trzeba mieć mocną głowę. A chyba
nie wszyscy ją mieli. Więc gdy poruszono sprawę pol-
skiego uniwersytetu w Wilnie, tworzonego ogromnym
wysiłkiem stowarzyszenia naukowców polskich na Li-
twie, bez którego tamtejsze polskie szkoły średnie tra-
ciłyby najlepszych uczniów na rzecz szkół litewskich,
usłyszeliśmy od tegoż pana Jagiełły: ,,Nie dopuścimy do
powstania tego uniwersytetu!”
Gdy zorientował się, że powiedział może trochę za
dużo, zaczął mnie przekonywać, że Polski nie stać na
utrzymanie tego rodzaju placówki, dziś wprawdzie wie-
lu polskich naukowców z Polski i z zagranicy zgłasza
chęć prowadzenia zajęć na tej uczelni za darmo, ale zapał
prędko przeminie- a czy ja wiem, ile państwo kosztuje
samo utrzymanie teatru polskiego w Czeskim Cieszynie,
gdzie trzeba finansować aż sześć etatów?
Widać z tego, że jakieś antypolskie mamuny zawzię-
ły się na pana Jagiełłę i chętnie prowadzą go na bezdroża
antypolskości- wszystko jedno- na Wileńszczyźnie czy
na Spiszu. Ot, cholerne czarty! A może trzeba poprosić
do niego jakiegoś egzorcystę.
Kraków 22 VII 2006r.
Janusz Kamocki
ul. Zabłocie 41, 30-701 Kraków
Ślad trwalszy ni¿ kamieñ
- Pamiêæ
Mijają lata od wybuchu II wojny światowej. Dalej
i dalej w przeszłość odchodzą z każdym dniem lata woj-
ny i lata martyrologii naszego narodu. Ale okupacyjny
koszmar coraz głębiej wrastając w materię historii, nie
przestaje być dla nas najtragiczniejszym doświadcze-
niem odczuwalnym osobiście.
Miliony Polaków i obywateli polskich - ofiar Nie-
miec hitlerowskich oraz stalinowskiego terroru pomor-
dowanych w Rosji Sowieckiej to liczba tak wielka, że
wprost trudna do ogarnięcia. Stratę kogoś bliskiego od-
czuwa się w każdej polskiej rodzinie.
Zasklepiają się otwarte, ziejące grozą rany sprzed lat,
pozostał jednak po nich ślad, ślad trwalszy niż kamień
- Pamięć po tych, którzy odeszli zostaje w sercach tych,
którzy są. Pamięć serdeczna o tych, którzy przeszli już
na drugą stronę wiecznego cienia a my możemy im dać
tylko łzy smutku i zapalić znicz w miejscach zbiorowych
egzekucji pod ścianami śmierci w obozach koncentra-
cyjnych oraz wszędzie tam, gdzie ziemia przyjęła w sie-
bie krew Polaka.
Ta refleksja wypływająca de profundis – z głęboko-
ści naszych serc i umysłów winna być impulsem nie tyl-
ko do wspólnej pamięci o przeszłości, ale i o wspólnej
zgodnej myśli o ojczystej polskiej przyszłości.
Tak musimy odczytywać testament milionów umę-
czonych i uśmierconych ofiar, którzy w ciemnościach
piekła obozowego krzesali płomień wolności człowieka,
głosząc wiarę w zwycięstwo na lepsze jutro bez nienawi-
ści i wojen oraz pokój między narodami.
mgr Józef Krzysik
Z listu do redakcji.......

Jagiełły mamunienie...