background image
„Na Spiszu” nr 2 (59) 2006 r.
40
Na pastwisku
Starsi mieszkańcy Niedzicy opowiadają, jakim ważnym
wydarzeniem w domu było pierwsze wypędzanie bydła po
długiej zimie na pastwisko. Dla rodziny krowa była żywi-
cielką, dlatego szczególnie o nią dbano. Jeśli dawała więk-
szą ilość mleka, w domu je przetwarzano i wykonywano
z niego masło oraz sery. Często te produkty nie były spoży-
wane przez domowników. Wyroby sprzedawano do Czorsz-
tyna, gdzie chętnie kupowały je prywatne osoby lub właści-
ciele pensjonatów: Diana, Basia. Zajęcie to obowiązywało
starsze dzieci, które musiały pokonywać na piechotę około
pięć kilometrów drogi. Za pozyskane pieniążki kupowano
potrzebne artykuły do domu, np. cukier, sól. Wielkim stra-
pieniem dla gospodarza było, jeśli krowy traciły mleko lub
dochodziło do infekcji. Szukano wtedy rady u osób, które
umiały „odcytuwać uroki”. Wierzono, że poczynione pew-
ne zabiegi o bydło w pierwszy dzień pasienia dadzą poczu-
cie bezpieczeństwa i ochronią stado przed złymi urokami.
Pasienie krów brano już pod uwagę w wigilię Bożego
Narodzenia, podczas wieczerzy, kiedy to odkładano kilka
łyżek z każdej potrawy dla bydła, jedynie nie zostawiano
zupy grochowej, gdyż uważano, że po jej zjedzeniu krowy
będą się „gzić” na pastwisku, czyli biegać, odchodzić od
swojego stada. Do pędzenia bydła, używano bata, który spe-
cjalnie był święcony wraz z baziami w Niedzielę Palmo-
wą. Wiara w świat magii mocno wrosła w codzienne życie
ludzi, często przeplatała się religia z zabobonami.
W Niedzicy było wyznaczone miejsce do pasienia,
głównie leśne tereny urbarskie. Zatem pasły tylko te rodzi-
ny, które miały udział w spółce leśnej. Zarząd wspólnoty
urbarialnej ustalił, że w zależności od posiadanego udziału
w urbarze, na jedną ośminę tj. około 2 ha, przypadała jed-
na krowa. Jeśli ktoś chciał paść większą ilość musiał do-
datkowo za każdą sztukę wnieść opłatę do zarządu spółki
urbarialnej.
Społeczność na zebraniu wiejskim powoływała oso-
bę tzw. polownego, który miał za zadanie strzec pól, łąk
prywatnych gospodarzy przed pasterzami, którzy czasami
szukali sposobu, aby szybko napaść swoje stado. Nieraz się
zdarzało, że z kolei gajowy karał właścicieli krów, jeśli pa-
śli w zabronionym miejscu, na przykład gdzie zostały po-
sadzone nowe drzewka.
Dziś niedziczanie jedynie wspominają czasy pasie-
nia krów, podczas których obok obowiązku pracy, umila-
li sobie czas śpiewem i zabawą, a zarazem już w młodym
wieku uczyli się wykonywania powierzonego im zadania
przez rodziców.
Często w rozmowie słyszy się „ dziś to dzieci ni ma-
jom nic do roboty. My to w if wieku musieli rano nacas na-
paść krowy, po tym iś do skoły, a po połedniu zamiast grać
sie w łabde trza było gnać krowy do Jendrosa”
Czasy się zmieniły, krowy pasie elektryczny pastuch,
a dzieci mogą po zajęciach w szkole grać w piłkę.
Elżbieta Łukuś
Gmina Łapsze Niżne w porozumieniu z sąsied-
nią Osturnią realizować będzie polsko-słowacki projekt
w zakresie zagospodarowania ziół. W pierwszej fazie będą
wykłady i teoretyczna podbudowa, a potem sprawdzenie
wykorzystania zdobytej wiedzy w praktyce. W programie
weźmie udział ok. 50 młodych ludzi, a dorobek zostanie
zaprezentowany okolicznym mieszkańcom. Jest to bardzo
ciekawa propozycja, bowiem nawiązuje do szczytnych tra-
dycji zakonników z Czerwonego Klasztoru. Zarazem po-
łożenie naszego regionu i warunki klimatyczne są bardzo
dogodne do zastanowienia się nad perspektywami dzia-
łalności gospodarczej w zakresie uprawy ziół.
Byłoby to przecież dodatkowe źródło dochodów miej-
scowej ludności. (red)
Zielnik śpiski
Gospodyni musiała ugotować tyle jajek, ile było krów,
by później na łące toczyć je pod każdą krową. Zabieg ten
miał spowodować, żeby krowy były zawsze najedzone
i okrągłe jak jajka. W domu przechowywano od Wielkiej
Soboty święcone masło i wodę. Masło używano do smaro-
wania „strzyków” (część wymienia), aby nie pękały i żeby
krowy dobrze doiły się przez cały rok. Natomiast święconą
wodą kropiono bydło. Gospodarz kładł łańcuch pod pro-
giem stajni, miało to też symboliczne znaczenie, aby krowy
nie odchodziły od swojego stada i były razem tak jak ogniwa
w łańcuchu. Ojcowie przypominali dzieciom, aby tym sa-
mym kijem, którym zaganiały krowy, nie trącały żaby, gdyż
krowa mogła dostać drgawek. W czasach, kiedy nie było
możliwości skorzystania z porad weterynarza, gospodarze
radzili sobie własnymi sposobami. I tak na przykład w sy-
tuacji, kiedy krowa dostała drgawek upuszczano jej krew,
zwykle przecinając skórę na ogonie. Przestrzegano też pa-
sterzy, aby nie używali suchego kija do pędzenia krów, naj-
lepiej jak była to zdrowa, zielona witka, zwana przez miej-
scowych „habinką”. Wierzono, że suchy patyk wróży wy-
chudnięcie krowie, a tym samym wpłynie na słaby udój.
